Piękna.

CAM02770

„Piękna kobieta” – pomyślałam, gdy w Święto Bożego Ciała zobaczyłam w kościele pewną kobietę. Kobietę, o której powiedzieć, że jest ”niezbyt atrakcyjna”, to przedstawić jej wygląd w zbyt jasnym świetle. Kobietę o twarzy zniekształconej od urodzenia, wysokiej, bynajmniej nie szczupłej, o ruchach niezbyt skoordynowanych. Ale – naprawdę! – pomyślałam o niej, że jest piękna. I nie wypływało to z mojej świadomej refleksji, wysiłku woli w dostrzeżeniu w niej ukrytego piękna. Nie wypływało to z obowiązku katolika - a raczej: po prostu każdego człowieka o otwartym sercu, czystych oczach, dobrej woli – w dostrzeganiu w innych tego, co jest w nich najlepsze, obowiązku unikania zbyt pochopnych opinii i rodzącej się z nich poczucia wyższości, może nawet pogardy względem drugiego człowieka. Nie. Po prostu – tak pomyślałam. I skupiając się na tej myśli, po krótkiej refleksji, wcale jej nie zmieniłam. Podtrzymałam ją, gdy patrzyłam potem na tę kobietę.

Wiem, że jest wiele osób, które mogłyby się jej bać, nie potrafiłyby spojrzeć jej w oczy, wyglądające inaczej niż oczy człowieka zdrowego fizycznie. Mogłyby się wstydzić z nią rozmawiać na ulicy. Mogłyby pomyśleć, że jej twarz jest szkaradna. Dzieci mogłyby się z niej śmiać. Człowiek o dobrym sercu mógłby w niej dostrzegać osobę, którą trzeba się zaopiekować, której trzeba współczuć, a nie widziałby w niej kobiety. Kobiety, która może lubić, kochać, śmiać się, czytać książki, oglądać filmy, gotować, chodzić na spacery, plotkować.

Pamiętam ją z czasów gimnazjalnych, gdy czasem odwiedzała na lekcjach języka polskiego moją polonistkę. I ukształtował mi się jej obraz jako osoby skorej do niesienia pomocy, do brania udziału w wydarzeniach kulturalnych w Dębicy, do bycia z ludźmi. Kobiety dobrej, spokojnej i przyjaznej. Ale i nieszczęśliwej, że ludzie nie potrafią dostrzec tego, co jest w głębi jej serca. Płaczącej i krzyczącej, gdy gimnazjaliści (a raczej: przedstawiciele mentalnej gimbazy) naśmiewali się z niej.

„Piękna kobieta”. Tak, to jest piękna kobieta. Nasza kultura zdewaluowała słowo „piękno”, określenie „piękny”. Pięknie wyglądają maturzystki na studniówce, panna młoda na ślubie, uczestniczki sylwestrowego balu. A czy matka, opiekująca się niemowlęciem, w dresie lub szlafroku, nie może być piękna? A siostra zakonna, bez makijażu, codziennie w tym samym stroju? Babcia, w fartuchu, gotująca obiad i krzątająca się po kuchni? Co więcej, czy mężczyzna też nie może być piękny? Oddzielmy określenie „atrakcyjna” i „przystojny” od PIĘKNA. Piękno nie przemija z wiekiem. Piękno nie znika po zmyciu makijażu pod koniec dnia. Piękno to wewnętrzne ciepło, czułość, otwartość na drugiego człowieka. Ideał, do którego warto dążyć. Do atrakcyjności zewnętrznej – też warto, oczywiście! Ale to PIĘKNU warto się naprawdę poświęcać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.