W imię wolności (cz.2)

IMG_20150604_170544

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

- Na wieku wieków, amen.

- Ostatni raz do sakramentu pokuty przystąpiłam… – kobieta klęcząca na stopniu konfesjonału zawiesiła głos. – … około pięciu lat temu. Proszę księdza… Ja już sobie nie radzę.

Ksiądz słuchający wyznań, wypowiadanych gardłowym, nasyconym czającymi się łzami głosem, spojrzał przez kraty konfesjonału na drobną twarz.

- Proszę się nie denerwować. Co panię skłoniło do przyjścia tutaj dzisiaj? – zapytał łagodnym głosem.

- Chodzi o to, że… Od kilku lat jestem w związku z mężczyzną. Spotykamy się, ale nie tylko. Ja… jestem w ciąży. Ale on nie chce ze mną budować przyszłości. Takie odnoszę wrażenie. Nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Że za mną szaleje, że jestem dla niego ważna – tak, ale nigdy nie wyznał mi miłości. Kocham go, ale jednocześnie nie potrafię… – głos kobiety załamał się.

- Spokojnie – odrzekł spowiednik, choć jego serce zaczęło bić szybciej na wiadomość, że kobieta klęcząca u konfesjonału, spodziewa się dziecka.

- Nie mogę być z mężczyzną, który może kiedyś ot tak zniknąć. Nie potrafię Konradowi zaufać. Jak mogłabym mu ufać, skoro nigdy nie powiedział, że mnie kocha? Nigdy nie wspomniał o choćby dalekosiężnych planach ustatkowania się. Nie odniosłam wrażenia, jakoby widział mnie w swojej przyszłości. A teraz… jestem w ciąży i nie potrafię mu narzucić tego, czego nie chce. Nie mogę mu powiedzieć, że jest ojcem dziecka, którego możliwe, że nie będzie chciał. Muszę zerwać tę znajomość – powiedziała kobieta głosem przepełnionym goryczą.

- Czy do tej pory czuła się pani wolna w związku, w którym jest? – zapytał ksiądz.

Kobieta ukryła twarz w dłoniach. Rozpłakała się, gdy zdała sobie sprawę, jaka jest odpowiedź na pytanie.

- Nie, nie czułam się wolna. Cały czas się bałam. Bałam się, że akurat TO spotkanie może być ostatnie, że jestem dla niego zabawką. Wolna czułam się tylko chwilami – gdy zapominałam się w jego ramionach. Ale zaraz po pożegnaniu powracał strach. Potem zaczął przemawiać rozsądek, który podpowiadał, by zerwać relację, która coraz bardziej wydaje się beznadziejna, bez przyszłości. Ale tęsknota jest niezwykle dominującym i zniewalającym uczuciem – kobieta westchnęła głęboko. – Z czasem pojawiły się wyrzuty sumienia. Żyję w sposób grzeszny. Tkwię w grzesznym związku, którego owocem ma być dziecko. Dowiedziałam się dwa tygodnie temu… Przez ten czas uświadomiłam sobie, że teraz muszę zmienić swoje życie, uporządkować wartości, według których chcę żyć. Kiedyś je odrzuciłam, bo miałam wrażenie, że mnie ograniczają. A teraz wiem, że to one przywoływały mnie do porządku. Teraz będę matką. Muszę być odpowiedzialna.

Klęcząca kobieta mówiła te słowa zdecydowanym głosem. Mówiła tonem, który sugerował, jakby samej sobie chciała przemówić do rozumu, jakby chciała sobie utrwalić w głowie zasady, według których musi nauczyć się funkcjonować w jej nowym świecie.

Ksiądz spojrzał z pokrzepiającym uśmiechem:

- Jak ma pani na imię?

- Julia.

- Pani Julio, jest pani na dobrej drodze do wyzwolenia. Będzie pani dobrą, odpowiedzialną, kochającą matką. To, że przyszła pani wyznać swoje grzechy jest znakiem działania Ducha Świętego, który tu panią przyprowadził. Z Bożą pomocą, da pani radę pokonać wszelkie przeciwności. Proszę jednak nie zatajać niczego przed ojcem dziecka. Być może to będzie i dla was początek nowej drogi. Oboje zatraciliście się w postrzeganiu wolności jako swobody, braku odpowiedzialności i jako tak zwanego wolnego związku. A paradoksalnie on was zniewolił i unieszczęśliwił. Niech pani da szansę na dokonanie wyboru ojcu dziecka. On ma do tego prawo – zakończył spowiednik.

Po udzielonych nauce, rozgrzeszeniu i błogosławieństwie, kobieta wstała od konfesjonału. Wiedziała, co powinna zrobić. Wreszcie wiedziała. A jej serce napełniła ufność i nadzieja.

KONIEC (niech każdy dopisze sam)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.