Byliby doskonali lecz wad im zabrakło

Życie

„(…) nigdy wszystko nie będzie w porządku, i tak jest dobrze” – nie wiem, skąd te słowa znalazły się w moim notesiku z cytatami i „złotymi myślami”. Może to Regina Brett, może Sheila Walsh, a może ktoś inny. Nie pamiętam. Ale w tych prostych i pozornie wewnętrznie sprzecznych słowach jest ukryta prawda, której dogłębne poznanie, zrozumienie i zaszczepienie w swoje mózg i serce jest nam potrzebne.

Dystans, dystans – bo inaczej wszyscy umrzemy! – to też chyba czyjeś słynne słowa, ale również nie mam pojęcia, kto jest ich autorem. Ale mniejsza z tym.

Nie potrafię wczuć się w postrzeganie świata, życia, rzeczywistości innych ludzi, ale sądzę, że nie tylko ja mam wewnętrzną chęć uporządkowania i żeby wszystko szło idealnie, po „mojemu”. Jak sobie zaplanuję, tak ma być. Jak chcę powiedzieć, tak powiem. Jak gotuję, to tak, żeby było pyszne. Jak sprzątam, to tak, żeby nie było zabałaganionego centymetra, nigdzie pyłku kurzu. Jak się uczę, to tak, żeby umieć wszystko. Jak układam książki, to tak, żeby większa była pod mniejszą, grubsza pod cieńszą. Jak wstaję z łóżka czy fotela, czuję niemały dyskomfort psychiczny, gdy nie wygładzę zagniecenia, które zrobiłam (a którego zazwyczaj inni ludzie nawet nie dostrzegają). Jak odkładam na półkę kubek, to tak, aby wzorek na nim był przodem do kuchni, a nie tyłem. Ma być równo. Wszystko równo!

Czasami to zakrawa na chorobę psychiczną i na inspirację dla twórców ewentualnego sequela „Dnia świra”. Adaś Miauczyński, który próbuje zasnąć, przekręca się z boku na bok, ale widząc „Kamizelkę” Prusa pod „Braćmi Karamazow” Dostojewskiego, wstaje i nowelkę kładzie na ogromnym tomisku. I spokojnie zasypia po minucie. Tylko że to moja rzeczywistość. Doprawdy, „Dzień świra” to film, z którego bohaterem w znacznym stopniu się identyfikuję.

Chciałabym, żeby wszystko, co robię, było idealne. Aby każde wypowiedziane słowo, było znaczące, pięknie brzmiące i zapadające miękko w ucho słuchacza. Żeby każde spojrzenie na kogoś było wystarczająco długie i „w punkt” krótkie. Uśmiech adekwatny do sytuacji. Każde słowo na kartce napisane tak, aby wyglądało, jakby pisał je mistrz kaligrafii (nie przesadzam, wyrzucam wszystkie notatki nieestetycznie napisane, brudnopisy itd. jak najszybciej to możliwe). I na chceniu się kończy. Na szczęście!

Wszystko jest takie… nieidealne! I uczę się pamiętać, że jestem tylko człowiekiem, że w niedoskonałościach tkwi urok życia. Że na błędach się uczymy. Że przesolona marchewka z groszkiem będzie następnym razem rozpływająca się w ustach, a poprzednio gorzka chałwa – słodka, ale nie za słodka. Że nie jestem maszyną bądź bohaterką amerykańskiego sitcomu, która każdy ruch ma wyreżyserowany, a każdy „przypał” to coś, co można naprawić, obrócić w żart, wyjaśnić. A przy tym i tak zawsze ładnie wygląda, ma świetne ubrania, idealny makijaż i wypracowaną mimikę twarzy.

„Byliby doskonali lecz wad im zabrakło” – pisał ksiądz Twardowski. Jesteśmy sobą, gdy mamy swoje zalety, ale i wady. Gdy czasem wybuchniemy śmiechem w nieodpowiednim momencie, gdy rozmaże nam się makijaż w tramwaju, bo popłynie ukradkiem łza. Gdy zupa będzie za słona, a bluzka poplamiona. A świat nie będzie mniej światem i mniej pięknym i cudownym, gdy nastanie wyjątkowo zimny maj. Bo nawet w tym wyjątkowo zimnym maju mogą czarodziejskie śnić się sny, można kochać, kochać, kochać, bawić się, la laj, la laj!

  2 comments for “Byliby doskonali lecz wad im zabrakło

  1. ~Me
    21 maja 2017 o 22:52

    Piękne, proszę Pani.

  2. ~Al
    22 czerwca 2017 o 19:14

    Hm… Doskonale :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.