Last night

Ona i On

„- Jesteś z nim, bo był pierwszy?
– Tak. I kocham go”
(„Last night”)

Młode, dobre małżeństwo. Dostrzegają siebie, rozmawiają ze sobą niemało. Wspólne wyjście na większe spotkanie towarzyskie m. in. z ludźmi z pracy męża. Szybkie wyjście z domu, pośpiech, droga taksówką, szybkie wyjście z samochodu… Ona zatrzymuje mężczyznę i mówi prosto w oczy lekko zalotne: „cześć”. On się uśmiecha, mówi, że ona pięknie wygląda. Po wejściu do środka on szepcze jej do ucha, że ją kocha.

Tak zaczyna się film „Last night” z 2010 r., z Keirą Knightley w roli głównej. Czas akcji zamyka się niemal wyłącznie w ramach jednego wieczoru i jednej nocy, gdy mąż wyjeżdża służbowo, a żona pozostaje w mieście. W tym czasie wiele się dzieje. Ona spotyka mężczyznę, z którym była przed czteroma laty. On spędza czas z koleżanką z pracy. Brzmi jak banalny film o zdradzie. Ale pod pozorem „oklepanej” fabuły kryje się wiele prawd dotyczących damsko-męskich relacji, kilka takich prawd dobitnie uświadamia i ujawnia. Nie są pokrzepiające, momentami rażą i mogą wywoływać „nie!” jako pierwszą reakcję. Nie są wcale romantyczne. Miażdżą wszelkie przekonania, że bycie w związku raz na zawsze zamyka oczy na inne kobiety (w przypadku mężczyzn) lub na innych mężczyzn (kobiety). Przysięga małżeńska wcale temu nie zaprzecza. Małżonkowie ślubują sobie przecież wierność i uczciwość, a nie motyle w brzuchu tylko dla NIEGO, przyciągania wzroku tylko przez NIĄ. Nie obiecujemy niezmienności uczuć, miłosnych uniesień, motyli w brzuchu. Obiecujemy MIŁOŚĆ. A „miłość to decyzja”, jak śpiewa Agnieszka Musiał w piosence „To drzewo”.

Dlatego też koniecznie trzeba sobie uświadomić, że pokusa będzie istniała zawsze…

„- A gdybyś miała męża?
– Nie interesują mnie przypuszczenia, ale niewiele by to zmieniło. Jesteś szczęśliwy?
– Z powodu…?
– Twojego małżeństwa.
– Tak. Bardzo. Można być szczęśliwym i czuć pokusę” („Last night”)

Nigdy nie zamkniemy się w swoim własnym światku, tzn. nie zamkniemy się w świecie podziwiania tylko siebie, fascynacji tylko sobą nawzajem. Osoby trzecie będą się pojawiać, a niektóre z nich będą przyciągać. Przyciągać mimo wszystko. Jakaś ona zalotnymi oczami, długimi nogami, wydatnymi ustami, długimi włosami, wyeksponowanymi „walorami”. Jakiś on będzie uważniej słuchał, serdeczniej się uśmiechał, będzie bardziej wrażliwy. Łatwo w takich sytuacjach zapędzić samego siebie w ciemny kąt – w przekonanie, że skoro spodobał mi się ktoś inny, to znaczy, że tamtego/tamtej nigdy nie kochałam/nigdy nie kochałem. Przez to nierzadko rozpadają się związki albo – co gorsza! – małżeństwa. Omamienie uczuciami. Brak uczciwości wobec siebie i drugiej osoby. Brak solidnych fundamentów, na których powinno się opierać w życiu, czyli niezłomnych, niepodważalnych prawd, na których trzeba swój świat budować. Jakich prawd? M. in. takiej, że uczucia są ulotne. Że to mija. A to, co nie mija, to miłość. Tylko miłość może nie mijać. Ale ją trzeba budować, to nie jest dar znikąd, to nie jest romantyczne uniesienie i okrzyki w Szekspirowskim stylu:
„Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ona jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś od niej piękniejszą…”

„- Nie winię cię za to, że się jej podobasz. Ona jest pociągająca. To naturalne, że chce się czegoś nowego.
– Za co mnie obwiniasz?
– Za to, że nie przyznajesz się do błędu” („Last night”)

Nie można dopuścić do okrywania niebezpiecznej relacji z osobą trzecią osłoną romantyzmu, może i tajemnicy. Uważam, że lepiej nie informować od razu o swoich ewentualnych zauroczeniach i fascynacjach (one przemijają, a poinformowanie o nich może prowadzić do zadania głębokiej rany ukochanej lub ukochanemu, która bynajmniej nie przeminie tak szybko), jednocześnie jednak trzeba opowiadać o osobie trzeciej w sposób jak najbardziej neutralny. Wtedy ten „zakazany owoc” w pewien sposób spowszednieje i dana relacja choć trochę przestanie być romantycznie tajemnicza, a zacznie być po prostu częścią sieci relacji między daną osobą w związku a wszystkimi innymi jej znajomymi i przyjaciółmi. Dobrym ku temu fundamentem jest opowiadanie swojej drugiej całości (jestem konsekwentna w niewierze w „drugie połówki”) o swoich poprzednich zauroczeniach, zakochaniach, związkach etc. To przeszłość, o której warto opowiadać, bo buduje ona ducha wzajemnego zaufania, szczerości, po prostu przyjaźni, niezbędnej dla rozsądnego budowania związku.

Jeśli jednak ukochany lub ukochana coś podejrzewa i ostatecznie pyta otwarcie, czy ktoś inny się podoba, to myślę, że nie powinno się tego ukrywać. Na kłamstwie niczego nie da się zbudować. A takie zauroczenia można potraktować wyłącznie jako chwilowe problemy emocjonalne.

Osoba trzecia to nie problem, który należy zignorować. Wrzód, który trzeba usunąć. To OSOBA, a więc należy jej się szacunek. Nie wolno jednak innych niż małżeńska relacji przedkładać ponad małżeńską. Analogicznie, dotyczy to relacji nie tylko małżeńskiej, ale i narzeczeńskiej, również przednarzeczeńskiej.

Ponadto, nie możemy również popadać w skrajności takie, jak np. unikanie wszelkich rozmów z innymi, również TĄ, osobami. Oczywiście, jeśli każda rozmowa kończy się na sprowadzaniu jej na oczywiście niewłaściwe i niebezpieczne tory (szczególnie, gdy TA trzecia osoba nie kryje się ze swoimi uczuciami do osoby będącej w związku), to należy dać temu kres. Uważam, że trzeba unikać spotkań we dwoje z daną osobą, ale nie unikać spotkań w ogóle. Powtarzam, nie można otoczką tajemnicy i romantyczności owiewać innej niż małżeńska lub „związkowa” relacji. Dzięki temu będzie łatwiej się od niej uwolnić. Bo CZAR, który trwa, to ten, który opromienia związek, małżeński czy też przedmałżeński.

Granica między tym, co dozwolone, a tym, co zakazane, nie jest tutaj wyraźna. Wiadomo, że pójście z kimś do łóżka, pocałunek, przytulasy należą do tej pierwszej kategorii, a rozmowa o pogodzie do tej drugiej. Są jednak sytuacje, gdy nie wiadomo, ”czy mogę”. Wtedy myślę, że najlepiej odpowiedzieć sobie na pytanie, czy powiedziałabyś/powiedziałbyś bez oporów i obaw o danym wydarzeniu (spotkaniu czy rozmowie) związanym z trzecią osobą? Czy spokojnie i bez przyspieszonego bicia serca opowiedziałabyś/opowiedziałbyś o czym rozmawialiście lub co robiliście?
Albo z innej strony – można po prostu pomyśleć, jak ja bym się czuła/czuł, gdyby moja dziewczyna, żona/chłopak, mąż tak zrobił z inną kobietą/innym mężczyzną. Czy to byłoby fair?

Podsumowując, po co to wszystko wiedzieć? Po co o tym wszystkim pamiętać? Po to, aby kierować się w miłości rozumem. Na uczuciach, romantycznych uniesieniach i podążaniu za przysłowiowym głosem serca nie da się zbudować MIŁOŚCI.

PS. Dwa zdjęcia zamieszczone przy tym wpisie są autorstwa Klaudii Gulis. Zapraszam serdecznie na jej stronę na fb oraz na https://yourdestiny.flog.pl/
Wrażliwa na piękno otaczającego świata dziewczyna z pasją!

  1 comment for “Last night

  1. ~Me
    8 lipca 2017 o 23:14

    Zdrada to po prostu zdrada, nie wiem jaki cel miałoby nadawanie kurestwu wyższych wartości. Jeśli coś w związku nam nie odpowiada należy rozmawiać i próbować przezwyciężać napotykane trudności, a nie udawać że wszystko jest w porządku i szukać pocieszania u osoby trzeciej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.