The Book Thief

ZK

„Widzicie jaka jestem podrapana od środka?
Widzicie, jak te wewnętrzne rany mnie zżerają?
Nie chcę już fałszywych nadziei.
Nie chcę się modlić za życie Maksa i Aleksa Steinera.
Bo ten świat nie zasługuje na takich ludzi”
(Markus Zusak, „Złodziejka książek”)

Słowa – to, co winą za okrucieństwa II wojny światowej obarczała Liesel Meminger. To nastoletnia, niemiecka dziewczynka, którą Markus Zusak uczynił bohaterką swej książki. „Bez słów Führer byłby niczym”…

Doprawdy, nie wiem, dlaczego ta książka tak mnie poruszyła. Niełatwo doprowadzić mnie do uronienia łzy nad kartkami papieru. Tym bardziej nie wiem, ponieważ jest to historia nieoparta na faktach. Ba! Narratorem jest Śmierć (nie, żebym nie wierzyła w śmierć! Ale nie wierzę w Śmierć przez duże Ś). Niestety, może trochę ze wstydem, ale przyznaję, że niewiele książek, seriali czy filmów o II wojnie światowej mnie porusza. Może na początku tak było, ale przez kilka ostatnich lat przebrnęłam przez wiele utworów o tej tematyce i uodporniłam się na przekazywane treści. Jedynie nie tak dawno przeczytane „I boję się słów” Wandy Półtawskiej mną wstrząsnęło. I w kinie obejrzany ”Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego.

Literacka fikcja, ale osadzona w realiach nazistowskiej III Rzeszy. Ukazuje z innej perspektywy – tzn. z perspektywy obywateli niemieckich – ogrom tragedii i bezsensu wojny. Nastoletnia Liesel, po utracie matki (właściwie, nie wiadomo, co się z nią stało; to, co Liesel pamięta w związku z matką, to słowo „komunista”, którego zresztą nie rozumie) zostaje przyjęta do domu Hansa i Rosy Hubermannów, mieszkających przy Himmelstrasse (niem. Himmel - niebo) w miasteczku Molching.

Rosa to słynna w mieście z ciętego języka kobieta, bynajmniej nie będąca uosobieniem subtelności, gracji i kobiecej wrażliwości. Nie wzbudza sympatii czytelnika. Jest wulgarna w słowach, rozkrzyczana. Ale wraz z rozwojem akcji widzimy, że to wszystko nie tak. Że ona KOCHA i ma SERCE dla wszystkich. „Bo ta kobieta miała serce. Większe, niż mogło się zdawać. Bardzo pojemne i pełne skrytek, jak głęboka szafa. Pamiętajcie, że ona siedziała całe noce z akordeonem przytroczonym do piersi. To ona od pierwszej nocy karmiła obcego Żyda, nie zadając żadnych pytań”.

Za to Hans to uosobienie kochającego, dobrego, wrażliwego, cierpliwego tatusia. A nade wszystko, poczciwego człowieka z sercem równie pojemnym jak serce żony. Liesel pokochała go dogłębnie, to on wprowadził ją w tajniki słów i książek. To z nim przeczytała pierwszą w swoim życiu książkę – „Podręcznik grabarza”.

Poznajemy też Rudy’ego Steinera, przyjaciela Liesel, oraz Maksa Vandenburga, Żyda. Ten ostatni wierzy, że posiadany egzemplarz „Mein Kampf” to coś, dzięki czemu mógł przebyć drogę ku ocaleniu i życiu. I odnaleźć schronienie w domu Hubermannów.

Każdy z bohaterów ukazuje coś innego, przedstawia inne postawy, inne charaktery, osobowości, usposobienia. Ujęło mnie, jak Markus Zusak przełamuje „pierwsze wrażenia” dotyczące poszczególnych postaci. I z jaką umiejętnością posługuje się słowami „w ustach” Śmierci. I jak ze Śmiercią – jako narratorem - oswaja czytelnika. I – mimo zdradzania zakończenia utworu – trzyma w napięciu i ściska za gardło.

I jak sprawia, że życie Liesel Meminger zostaje ocalone przez książkę i rok 1943 to rok nie JEJ śmierci.

„W większości miejsc jestem przynajmniej raz,
a w 1943 roku byłem właściwie wszędzie”
(Markus Zusak, „Złodziejka książek”)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.