Kawa (tym razem) bez mleka: Awiteks

Żadne latte macchiato, frappe, cappuccino etc. Właściwie, nie rozróżniam poszczególnych rodzajów kaw. W tej kwestii jestem zadeklarowaną i wierną zwolenniczką najzwyklejszej kawy z mlekiem. Zwykła, czarna kawa z odrobiną dodatku mleka. Bez cukru. To jest to, czego w kawiarniach szukam, a czego czasami znaleźć nie mogę w menu, obok tych wszystkich latte, cafe corretto, frappe, mocha itd. Doprawdy, czasami zapominamy o najprostszych rozwiązaniach!

Awiteks

Tym razem było bez mleka, ale ze słodkościami. On wziął espresso, wuzetkę i swą umiłowaną do szpiku kubków smakowych szarlotkę. Ja – zwykłą, czarną kawę z ciastem ucieranym z truskawkami i babeczką z owocami i budyniem. Z okazji niedzieli i dnia wolnego pozwoliliśmy sobie na małą, słodką rozpustę. A było to w niepozornym Awiteksie przy ul. Bobrzyńskiego, os. Chmieleniec, w Krakowie.

Mijam to miejsce codziennie, idąc z mieszkania na tramwaj czy też na zakupy do piekarni, warzywniaka lub Rossmanna. Od kiedy odkryłam piekarnię Zaborowskich w Krakowie, nie kupuję już pieczywa w Awiteksie, aczkolwiek przez trzy lata studiów był to mój jedyny dostawca chleba. Aktualnie kupuję tam jedynie – od czasu do czasu – jakieś ciastko (najchętniej słodkie ziemniaczki bądź szarlotkę, ale i Czarny Las - pozdrawiam Monikę). Tak czy inaczej, miejsce to spowszedniało, opatrzyło się i przejadło. Do czasu…

Tydzień temu, po niezbyt obfitym, ale całkiem (bo przecież nie „zbyt”) zdrowym obiedzie, wpadłam na pomysł „kawy i ciacha” w Awiteksie. Przez cztery lata przechodzenia co najmniej dwa razy dziennie obok, nigdy nie usiadłam tam przy stoliku. Jeśli tam wstępowałam, to tylko po to, by kupić to, co mniej lub bardziej (nie)zbędne. Kawę z mlekiem lub bez piłam jedynie w Awiteksie na dworcu w Krakowie, zazwyczaj oczekując na pociąg do domu. Ewentualnie, awiteksową kawę z Chmieleńca brałam na wynos do tramwaju lub autobusu. Ale do rzeczy – wreszcie tam usiedliśmy. I ujrzałam inne oblicze tego miejsca.

W codziennym zabieganiu Awiteks był jedynie częścią opatrzonego już miejskiego krajobrazu. Aż wreszcie zatrzymaliśmy się i ja sama rzuciłam na tę piekarnię i cukiernię inne spojrzenie. Spokojna muzyka płynąca z głośników, brak tłumów klientów, miła obsługa, czyste stoliki, przystępne ceny, pyszne ciasto zjedzone na talerzykach, a nie wyjadane w biegu z woreczka. No i kawa w filiżankach. Jak już napisałam, tym razem bez mleka, ale wiem, że z mlekiem jest równie dobra i równie konkretna (a nie lubię zabarwionej na czarno wody, a właśnie KAWĘ). To było przyjemne dopełnienie niedzieli spędzonej z NIM.

Awiteks to stały element wizerunku Chmieleńca. Co moja pamięć ujawni, gdy kiedyś pomyślę „Chmieleniec”? Dwa Lewiatany, Awiteks, Pepco, mnóstwo bloków, Rossmann, piekarnia Zaborowscy, restauracja Banolli… Ale, ale! Nie może być tak przyziemnie – Chmieleniec to przynajmniej cztery lata studiów i mieszkania w Krakowie. To moje i moich przyjaciółek przeżycia, doświadczenia, emocje. To nasze codzienne przygody. To brykające po podwórku i na placach zabaw dzieci. To ludzie przechadzający się ze swoimi psami, ale i kotami (również na smyczy). To sąsiad z czwartego piętra naprzeciwko, nieustannie okupujący balkon podczas palenia papierosa. To Rektorat pw. św. Jana Pawła II i niewielka, prowizoryczna dość kaplica, która jest na każdej niedzielnej mszy wypełniona po brzegi. To parafia, której członków jednoczy energiczny, zaradny i na swój sposób przebojowy ksiądz. Chmieleniec to takie „miasto w mieście”, mały Kraków w wielkim Krakowie. Bezpieczny punkt w rozbrykanej stolicy Małopolski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.