(M)eat me: Placuszki marchewkowe

Placuszki

Nie lubię zasiadać do jedzenia obiadu, gdy nie czuję lekkiego głodu. Ale czasami okoliczności nie dopasowują się do moich przyzwyczajeń i awersji. Po przedpołudniowych pogaduchach z Agnieszką przy kawie i ciastkach mój brzuch bynajmniej nie mówił „jestem głodny”. Postanowiłam więc zrobić sobie lekki obiad, który dodatkowo wspomoże trawienie na dalszą część dnia.

Marta Brzezińska-Waleszczyk, znana również jako Matka Polka Hipsterka, umieściła kiedyś na FaceBooku zdjęcie zrobionych spontanicznie, naprędce i bez przepisu placuszków marchewkowych. Już wtedy poczułam się zainspirowana tak prostym sposobem wykorzystania w kuchni marchwi, którą uwielbiam w każdej postaci (na surowo, gotowaną, pieczoną w piekarniku, w formie soku). Dopiero dzisiaj nadarzyła się okazja, by tej inspiracji nadać realny kształt i naprawdę przyjemny zapach. Na smaku również się nie zawiodłam, choć domyślam się, że wiele zależy od tego, jakich dodatków użyjemy, robiąc nasze placuszki.

Składniki:
- dwie łyżki mąki jaglanej
- dwa jajka
- dwie bardzo duże marchewki
- dwie łyżeczki pasty tahini (można ją kupić gotową albo zrobić samodzielnie, traktując blenderem uprzednio uprażony sezam)
- szczypta czarnuszki
- pół łyżeczki czarnego sezamu
- łyżeczka nasion chia

Marchewki ścieramy na tarce. Drobno startą marchew łączymy w misce z mąką, jajkami, pastą tahini oraz innymi dodatkami (ja użyłam dzisiaj czarnuszki, czarnego sezamu i nasion szałwii hiszpańskiej). Formujemy placuszki w dowolnym kształcie i o odpowiadającej nam wielkości. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, przez ok. 15 minut.

Jakie wartości mają takie placuszki?

Marchew jest skarbnicą beta-karotenu, czyli prowitaminy A, z której powstaje witamina A. W związku z tym spożywanie marchwi sprzyja funkcjonowaniu naszego wzroku oraz naszej odporności. Jest przyjacielem naszej twarzy – wspomaga leczenie trądziku oraz opóźnia pojawianie się zmarszczek. Ponadto przyspiesza i utrwala naszą opaleniznę. Co bardziej istotne, marchew zawiera pektyny, które obniżają poziom cholesterolu we krwi i obniżają ryzyko wystąpienia miażdżycy. Sprzyja również zwalczaniu problemów trawiennych.
A co można powiedzieć pozytywnego o paście tahini, czyli po prostu o sezamie? „
Malutkie ziarenka sezamu kryją w sobie bogactwo witamin i minerałów. Ich spożywanie jest zalecane w okresach przejściowych, gdy nasza odporność zostaje wystawiona na próbę – składniki sezamu poprawiają nastrój i stymulują energię życiową. Sezam zawiera dobrze przyswajalne białko i błonnik działający zbawiennie na flotę jelitową, wspomagający trawienie oraz oczyszczanie przewodu pokarmowego. Błonnik zawarty w sezamie posiada niesamowite właściwości wiążące –  sezam nie poddaje się działaniu enzymów i częściowemu rozkładowi ulega dopiero w jelicie grubym. Podczas pasażu jelitowego wiąże wszystkie szkodliwe składniki, które później zostają wydalone z organizmu. Tahini to również doskonałe źródło wapnia, jest kilkakrotnie lepiej przyswajalny w porównaniu do produktów pochodzenia zwierzęcego” (primavika.pl)
Wspomnę jeszcze o nasionach chia oraz czarnuszce, których użyłam jako dodatków. Te pierwsze są źródłem  m. in. wapnia, manganu, magnezu i fosforu, są bogate w wysokiej jakości białka oraz przeciwutleniacze i kwasy tłuszczowe omega-3. Sprzyjają profilaktyce przeciwcukrzycowej. Natomiast czarnuszka sprzyja błonie śluzowej naszych żołądków, wykazuje działanie antynowotworowe oraz jest istotnym narzędziem w walce z cukrzycą. Warto wspomnieć również o właściwościach antydepresyjnych kminku egipskiego, jak bywa nazywana czarnuszka.

Bon appétit!

bon appétit

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.