Sztylet, który wraca jak bumerang

Wybaczenie

Ten, kto żąda miłosierdzia, sam go nie okazując,
wysadza most, po którym ma
przejść.
(Thomas Adams)

Życie bez przebaczenia
staje się więzieniem.
(William Arthur Ward)

Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że potrzebujemy miłości, aby wybaczyć, i pokory, aby zapomnieć. Podkreślała, że bez zapomnienia krzywd nie ma prawdziwego, pełnego przebaczenia. Śmiem się z tym jednak nie zgodzić. To prawda, że do przebaczenia potrzeba miłości i pokory, ale nie powiedziałabym, że immanentnym składnikiem tegoż aktu jest wyrzucenie z pamięci doznanej krzywdy. Bo kto kiedykolwiek zdołałby prawdziwie przebaczyć, skoro nie w naszej mocy jest gromadzenie jednych wspomnień, a usuwanie drugich?

Jak rozumiem przebaczenie? Ja w tym dostrzegam akt woli, akt dobrej woli i wolnej woli. Pokorne przyjęcie prawdy, iż nie do nas należy wymierzanie sprawiedliwości, i danie temu wyrazu naszym postępowaniem, naszymi słowami.

„Pan dokonuje czynów sprawiedliwych,
skrzywdzonych bierze w obronę” (Psalm 103)

To nasz Ojciec będzie nas sądził, to On jest Sędzią całej ludzkości i każdego z nas z osobna. Nie naszą jest rolą dopilnowanie, aby przyznać nagrodę temu, kto dobrze czynił, a ukarać tego, kto krzywdził. Boimy się zaufać Bogu, który sądzi sprawiedliwie, ale który jednocześnie jest Miłością, jest miłosierny. On sądzi miłością. Nie chcemy, aby przychylnie, łagodnie – z miłością właśnie – został potraktowany ktoś, kto sprawił nam ból. „Sam muszę wymierzyć sprawiedliwość, bo Bóg mu pewnie wybaczy i tyle będzie” – czy nie tak, raczej mimowolnie, myślimy? Boimy się zaufać. Zaufać tej sprawiedliwości nie według naszych ludzkich kryteriów. A prawda jest taka, że jednym z objawów naszej niedoskonałości jest chęć stosowania prawa talionu. „Oko za oko, ząb za ząb”. Niby od czasów Kodeksu Hammurabiego minęły wieki, ba! tysiące lat!… Ale i cóż? Nasza egoistyczna natura, serce, które nie potrafi JESZCZE kochać w sposób doskonały, domagają się zapłaty złem za zło.

Nie jesteśmy jednak bezradni wobec tych faktów. Nie jesteśmy zwierzętami, nad którymi muszą panować instynkty. Mamy serca, które potrafią jednak zbliżać się ku doskonałości, dzięki podejmowanym przez nas decyzjom. Wierzę, że nie uczucia, mimowolne myśli, emocje decydują o tym, kim i jacy jesteśmy, ale nasze wybory, te codzienne i niecodzienne. Przebaczenie to decyzja, wyraz woli, a nie emocje, nagłe uniesienie. Możemy podjąć decyzję o wybaczeniu, które Matka Teresa określiła jako „największe uosobienie pokoju”. Sami potrzebujemy, aby nam wybaczano. Krzywdzimy, czasem nawet tego nie dostrzegając. Ale najbardziej krzywdzimy jako grzeszne dzieci Boga. A i tak mamy nadzieję na Jego miłosierdzie. Bo On nie czeka z aktem wybaczenia aż do momentu dotarcia przez nas do szczytu doskonałości. Wybaczenia i miłosierdzia nie potrzebują święci, ale grzesznicy, nienawróceni jeszcze w pełni - czy to nie logiczne?

„(…) i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy
tym, którzy przeciw nam zawinili” (Ewangelia wg św. Mateusza)

Akt przebaczenia i jego następstwa to nie przyzwolenie na zło i wyparcie się krzywdy, która została nam zadana. Wręcz przeciwnie, nie możemy pozwalać, by nasze przebaczenie prowadziło do utwierdzenia drugiego człowieka w złym postępowaniu. My mamy porzucić chęć wymierzenia kary. Ale jednocześnie możemy dać do zrozumienia: „źle robisz/źle zrobiłeś, powinieneś naprawić swój błąd, powinieneś przeprosić”, jednakże winniśmy dodać: „ale decyzję pozostawiam tobie, ciebie powierzam sprawiedliwemu wyrokowi Boga, będę się za ciebie modlić”. Ponadto, warto podkreślić, że nie ma prawdziwego, głębokiego, trwałego przebaczenia bez uznania krzywdy, która została nam zadana. Bez jej opłakania, przeżycia, uznania jako własnego doświadczenia. Wyparta ze świadomości krzywda, nieopłakana, niewykrzyczana, będzie w nas ropieć, gnić i niszczyć. Ją trzeba z siebie wyrzucić, a dopiero po odpowiednim czasie będziemy w stanie wybaczyć. Do aktu przebaczenia należy dojrzeć, nie trzeba i nie można się z nim spieszyć. Ale jednocześnie trzeba sobie uświadomić, że decyzja o przebaczeniu nie może być następstwem odczucia, ulotnego przecież, że już nie mam żalu, że już cię lubię, że już chcę cię widzieć. Nie! Bo taka chwila, gdy odczujemy podobne chęci, może nigdy nie nastąpić.

Podsumowując, dlaczego nie jesteśmy tacy hojni w aktach przebaczania? Zainspiruję się tutaj rozdziałem z książki Sheili Walsh „Uwolnij się i wyjdź światu naprzeciw” (cytaty pochodzą z tejże książki).
1.Strach – „Co będzie, jeśli im przebaczę, a oni znowu to zrobią?”
„Przebaczyć znaczy zrzec się prawa do poznania efektu końcowego. To trudne. Chcielibyśmy wiedzieć, że jeśli przebaczymy, to danej osobie będzie przykro i już nigdy nas nie skrzywdzi. Gdy komuś przebaczamy, a ten ktoś już chwilę później postępuje tak samo, nie tylko jeszcze raz zostajemy zranieni, lecz czujemy się też głupio. A to zawsze wzbudza w nas niedobry posmak (…) Życie jest trudne! Oraz niepewne. Mamy jednak dostęp do Ojca, który może nas pocieszyć, gdy nadciągną zabijaki i oszuści i gdy z powodu popełnianych przez siebie błędów czujemy się jak głupcy. Potrzeba nam będzie dużo czasu, by zaufać i zaleczyć rany. Bóg jest jednak cierpliwy. On nam nigdy nie powiedział, że życie będzie łatwe; powiedział nam zaś, że będzie przy nas – zarówno w dobrych, jak i w złych decyzjach”
2.Nieufność – „Już to raz kiedyś słyszałam i nie wierzę, że jest im naprawdę przykro”.
„Jezus powiedział: istnieje modlitewne połączenie pomiędzy tym, co Bóg czyni i tym, co wy czynicie. Na przykład nie możecie otrzymać przebaczenia od Ojca bez równoczesnego przebaczenia innym. Jeśli odmówicie spełnienia swojej części umowy, odcinacie sami siebie od części Bożej (por. Mt 6,14n). Przekaz jest bardzo prosty: jeśli chcemy żyć wolne w miłości Chrystusa, musimy przebaczać. Wierzę, że dotarcie do tego właśnie punktu czyni różnicę w integralności naszych dusz oraz głębi doświadczanego przez nas przebaczenia i uzdrowienia. Myślę również, że musimy szczerze przeanalizować naszą reakcję w świetle jakiejkolwiek przewiny wobec nas”.
3.Ból – „Jak słowa „przebaczam ci” mogą zaleczyć tę głęboką wewnętrzną ranę?”.
„Wierzę, że możemy w pełni wybaczyć jedynie wtedy, gdy przyznamy się, jak głęboko zostałyśmy zranione, i pozwolimy sobie na „oswojenie” bólu. Przez „oswojenie” rozumiem przyjęcie do wiadomości, że zostałyśmy zranione. Kusi nas bowiem zignorowanie bólu przez zaprzeczenie, że zostałyśmy zranione. Czujemy słabość lub brak kontroli nad sytuacją, więc ignorujemy go. Powinnyśmy zaakceptować, że ból jest czasami nieuniknionym elementem świata, w którym żyjemy. Gdy pokornie przyznamy, że zostałyśmy zranione i pozwolimy sobie na odczuwanie bólu, dopiero wtedy możemy go przynieść Chrystusowi do uzdrowienia, i rozpocząć proces przebaczenia”.
4.Gorycz – „Nic nie jest w stanie zmienić tego, co mnie spotkało”.
Boimy się, że przebaczenie będzie oznaczało umniejszenie krzywdy – to nieprawda. Ono świadczy o nas, a nie o zadanej nam ranie oraz o osobie, która ją zadała.

Dlaczego warto przebaczyć? Przede wszystkim dlatego, aby dać sobie wolność. Wolność od życia przeszłością, od odczuwania wewnętrznego przymusu zemsty, wolność od nienawiści, która zatruwa przede wszystkim nas samych. „Gdy nie umiemy przebaczyć lub się przed tym wzbraniamy, stajemy się zakładniczkami bólu z przeszłości” – pisze Sheila Walsh. „Zaciętość może obrabować ludzkie serce z wszelkiej radości i nadziei. Może zamknąć kogoś w świecie zdarzeń, które miały miejsce wiele lat temu, jak gdyby schwytać go w minę czasową. Jednak aż do dnia, w którym staniemy przed tronem i ujrzymy Baranka twarzą w twarz, przebaczenie jest darem Bożym, który uzdrawia nasze serca i wyzwala nas”.

PS. Nowenna o przebaczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.