Kawa z mlekiem: Chimera

Chimera wnętrze

Bar sałatkowy Chimera przy ul. Św. Anny w Krakowie odkryłam na pierwszej randce. Pamiętam, że jadłam wtedy tartę brokułową, naleśnika ze szpinakiem, startą marchewkę, piłam sok pomarańczowy. Później wiele razy byłam tam na obiedzie. Chimera oferuje smaczne dania, które można sobie dowolnie komponować spośród dostępnych danego dnia potraw. Najbardziej lubię tarty, pęczak z boczniakiem, opiekane ziemniaki, zupy-kremy. Dania są często niebanalne, może i nawet inspirujące do wdrożenia ich do własnego, domowego menu.

Poza obiadem, śniadaniem i kolacją, może tutaj przyjść również na podwieczorek czy drugie śniadanie. Wybór ciast, słodkich tart, soków owocowych, koktajli owocowych i warzywnych jest niemały. Jednakże dopiero ostatnio skusiłam się na kawę i ciasto, gdy wygłodniałej jak wilk mnie standardowy obiad nie wystarczył, by zaspokoić osłabiony ssaniem w żołądku organizm. Po spożyciu tarty brokułowej, kaszy pęczak z boczniakiem, opiekanych ziemniaczków i pomidora z dynią skusiłam się na coś słodkiego i kawę.

Wybór ciast (w większości tart) był dość duży, wszystko wyglądało bardzo kusząco. Oczka by jadły, ale żołądek, trzustkę i wątrobą mam jedną. Dylemat niemały, gdy się patrzy na czekoladowe tarty, dyniowe ciasto, tartę cytrynową z bezą, pomarańczowe ciasto bezglutenowe i bezglutenowe ciasto jabłkowo-makowe. Mój wybór padł na to ostatnie. Kawałek był ogromny, ale… jak już się dorwę do słodkości, to może mieć to zdarzenie tylko jedno zakończenie. Ciasto było mocno makowe, jabłek właściwie nie wyczułam, słodycz pochodziła przede wszystkim od lukru na wierzchu (choć z tego dodatku wolałabym zrezygnować). Ogólnie było smacznie i sycąco. A do tego, oczywiście, kawa z mlekiem. Niestety, na tej się trochę zawiodłam. Połowa kawy to była pianka, również smaczna, ale jednak wolę PIĆ kawę. Poza tym kawa była zbyt słaba, jak na mój gust. I zbyt chłodna. Właściwie była po prostu ledwie ciepła i musiałam się spieszyć z jej wypiciem, by choć trochę ciepła wpłynęło do mojego wnętrza w chłodny, deszczowo-śnieżno-słoneczny październikowy dzień. A to nie jest przyjemne, gdy kawę pije się w pośpiechu. Ponadto, samej kawy było zdecydowanie za mało. Tym bardziej, że dostałam tak wielki kawał ciasta, którego nie mogłam popić.

Lubię Chimerę, uwielbiam wystrój tego miejsca. Lubię jedzenie, które oferuje. Ale na kawę nie zamierzam tu przychodzić, na ciasta raczej też nie (ze względu na nie najniższą cenę). Portfel boli mnie do teraz, a nie uważam, że jestem skąpiradłem, które oszczędza na wszystkim i boi się przeznaczać pieniądze na przyjemności, również te kulinarne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.